ROBERT KRESA | FOTOGRAFIA ŚLUBNA



_



FOTOGRAFIA ŚLUBNA



— Słyszałeś jak Grześkowi odbiło? — zagadał Andy znad kieliszka taniego koniaku.
— Nie? Co? — zainteresował się Olek.
— Zaczał tworzyć nowy projekt, jak to nazwal - artystyczny.
— Ze niby ślubów już nie trzepie?
— Niby trzepie ale artystycznie.
— To jak?
— Wkurwił się. Nie wiem czym dokładnie, ale chyba miał dosyć tych szczeniaków ze ZPAFu co się ostatnio namnożyli jak grzyby po deszczu i postanowił podejść do swojej pracy bardziej konceptualnie.
— Dawaj, dawaj.
— Poza tym Karolinka go ostanio rzuciła, to też swoje dodało i niechętny jest związkom.
— No nie mów? Karolinka odeszła?
— Taa. Powiedziała, że zmarnował jej najlepsze lata życia, pieprznęła drzwiami i zagroziła, że mu te pierdolone zabawki przez okno wyrzuci, bo to tylko zabawki są i żadnej kobiety tym nie zaspokoi.
— Fetyszyzowali się znaczy?
— Co robili?
— No zabawki, znaczy członki sztuczne?
— Nie członki tylko o sprzęt foto jej chodziło.
— O kużwa! I co wywaliła?
— Nie. W ostatniej chwili wlasnym ciałem osłonił.
— Ech… Grzesio dzielny człowiek jest.
— No i słuchaj. Kobieta odeszła, potem szczeniak, ten od fotografowania pola z kapustą, którą owija folią aluminiową - wiesz, na jakiejś wystawie mu coś w twarz napluł i się Grzesiek wkurwił. Powiedział, ze gówno żreć będzie a też artystą zostanie.
— Aplikował?
— Nie. Ale do dziwki poszedł.
— No ale jaki związek dziwki ze sztuką?
— Hmm… No wiesz — zastanowił się przez chwilę Andy — jakby na to nie patrzeć to nawet całkiem spory.
— Historycznie?
— Historycznie też. Ale mniejsza z tym. Grzesio poszedł na Żródełko i wyhaczył taką fajną, rudą. Cud kobieta. Zielone oczka, biust taki, że…
— Gabrysię? — przerwał Olek.
— Gabrysię? Niby skąd mam wiedzieć? Nie przedstawiał jej.
— Ruda ze Żrodełka to Gabrysia.
Andy popatrzył z zaciekawieniem na kolegę, dopił koniak i skinął na przechodzącą kelnerkę wskazując pusty kieliszek.
— Nie ważne. Gabrysia, Mariolka - przyjemności nie miałem — ciągnął dalej.
— A żałuj, żałuj…
— Olo? O Grześku czy o Gabrysi?
— No przecież mówiłeś, źe Grzesiek Gabrysię wyhaczył — Olek zamilkł pod spojrzeniem kolegi.
— Wynajął rudą i kazał przyjść na ślub.
— Gabrysia się żeni?! — wybuchnął Olo zrywając się z krzesła.
— Aleksander! Opanuj się. Nikt się z nikim nie żeni a tym bardziej nie wychodzi za mąż. Siedź, słuchaj i nie przerywaj.
— OK. Andy. Przepraszam. Wzburzyłem się nieco.
— Widzę. Sluchaj. Kazał się jej ładnie ubrać i przyjść na najbliższy ślub jaki będzie robił. Ruda piękność siedzi w pierwszym rzędzie, zaraz obok rodziny panny młodej. Dekolt profesjonalny, fryz szałowy, oczu oderwać się nie da. Nie dziwne, że ojciec i brat przyszłej mężatki na bok gałami strzelają, a matce młodej twarz ze złości wykręca.
Ślub się zaczął, wszystko pięknie, ładnie. Grzesio jak zawsze, profesjonalnie się kręci, i wiesz, dochodzi do tego momentu, kiedy ksiądz się pyta czy ktoś ma coś przeciwko żeby związek zawrzeć. Wszyscy milczą, ktoś tam zerka po kościele i Mariolka w tym momencie…
— Gabrysia.
— Tak. Znaczy, Gabrysia w tym momencie rękę podnosi.
— Nie pierdol?!
— Nie pierdolę. Panna młoda zerka na młodego, a Grzesiu cyk, cyk, migawka mu napieprza jak katarynka. Młody stoi nadal uśmiechnięty, oczywiście mu się wzrok na Gabrysię skręcił, a Grzesiu cyk, cyk, cyk jak młoda mu bukietem po twarzy raz po razie. Kolcami od róży mu po ryju jedzie a ten nadał na Gabrysię zerka. Się działo.
— I Grzesiu to wszystko wycykał?
— Wszyściutko. I mówi, że to dopiero pierwsze z serii. A Gabrysi się tak spodobało, że mu już zapowiedziała, że za następny ślub zejdzie ze stawki. Mówi, że jeszcze tylko nad tytułem musi pomyślec, żeby wyrażał istotę. No i dopisał sobie do umowy, że młodzi za ulgę w rachunku zgadzają się na wykorzystanie zdjęć w projektach artystycznych.
— A kiedy nastepny?
— Dopijaj. W Świętym Krzyżu za dwadzieścia minut.