ROBERT KRESA | DO KOŃCA



_



DO KOŃCA



— Jak się dzisiaj czujesz?
Floyd popatrzył na pielęgniarkę. Próbował wstać ale przeszkadzały mu w tym szerokie pasy, którymi był przypięty do łóżka.
— Poszalałeś trochę wczoraj, prawda? To nic. Pan doktor przepisał coś na uspokojenie — z sadystyczną miną nachyliła się nad Floydem próbując wkłuć mu się w rękę strzykawką wielkości litrowej butelki po coca-coli.
— Odejdź precz! — warknął próbując uderzyć ją głową.
— Nie wierzgaj kotku, bo zawołam Wiktora. Wiesz, że Wiktor bez trudu radzi sobie z twoimi humorkami.
— Wooon! — warknięcie przeszło w skowyt.
Szybkim ruchem wbiła igłę. Floyd szarpnął się z całej siły i otworzył oczy. Przebudzony z koszmaru popatrzył wokół sprawdzając gdzie jest.
— Kurwa! — zaklął — nigdy więcj nie będę nocować w psychiatryku. Usiadł i popatrzył po sali.
— Nigdy więcej nie będę spał w takich posranych miejscach — powtórzył — zwariować można.
Zerknął na sąsiednie łóżko, na którym siedział wielki, czarny szczur.
— I co się gapisz? Idziemy, wychodzimy natychmiast — sięgnął po stojącą obok torbę. Szczur wskoczył mu na rękę i sprawnym ruchem wdrapał się na ramię. Floyd otworzył drzwi i nie zatrzymywani przez nikogo wyszli na ulicę.
— Swoją drogą, Elliot — wyszeptał — najgorsze gówno jakie może mnie teraz spotkać, to dostać świra.

Przy dużym, wielopasmowym skrzyżowaniu kolejki nieruchomych samochodów kończyły się idealnie w jego środku. Spiętrzone, pozderzane auta wyglądały jakby w pośpiechu chciały skryć się w nieistniejącej dziurze, która była jedyną drogą ucieczki z tego świata. Floyd wyjął aparat i sfotografował nieruchomą scenę. Zrezygnowany usiadł na krawężniku i zwinął rolkę. Pomógł szczurowi zeskoczyć na ziemię, otworzył torbę i zerknął do środka.
— Filmy się kończą Elliot. Musimy znaleźć jakiś sklep — zakrył twarz rękoma.
— Nigdy nie przypuszczałem, że koniec świata będzie wyglądał w ten sposób. Wyobrażałem sobie bomby, ogień, trzęsienia, asteroidy czy inne kataklizmy, ale nigdy nie myślałem, że pewnego słonecznego dnia wszyscy ludzie znikną i zostawią po sobie mieszkania, samochody i leżące na ziemi kupki ubrań. Nie dbając zupełnie o swój dobytek odeszli, zostawiając mnie zupełnie samego. Uciekli gdzieś, a ja zostałem.
Elliot zakończył obwąchiwanie terenu i trącił go nosem w czubek buta.
— Tak wiem. Ty też zostałeś. I to dziwne, bo przecież wszystkie zwierzęta zniknęły razem z ludźmi.

— Nieźle! — krzyknął podziwiając wnętrze — to chyba największy sklep fotograficzny jaki widziałem w życiu.
Na półkach prezentowały się wielkoformatowe Ebony, Linhofy, Horsemany, Sinary; średnioformatowe Hasselblady, Rolleiflexy, Mamiye, Broniki; małoobrazkowe Nikony, Canony, Pentaxy, Olympusy; apraty cyfrowe i analogowe. Całą dużą gablotę zajmowała Leica z normalnymi i jubileuszowymi modelami. W niedziałających lodówkach leżały filmy i odczynniki do wywoływania.
Floyd otworzył jedną z nich i wyjął kilka paczek czarno-białego negatywu. Położył je na stole obok torby.
— Elliot, śpisz? — trącił szczura w kieszeni — Osowiały jakiś jesteś.
— Pooglądaj te cuda — położył go delikatnie na kawałku czarnego płótna.
Otworzył torbę i zaczął wyjmować naświetlone filmy. Przeszedł do działu ciemniowego i po niedługim czasie wyszedł z wywołanym materiałem.
— Jeden, dwa, trzy... — układał negatywy przy krawędzi stołu.
— Śmieszne. Fotografowałem prawie od zawsze. Domyślałem się, że to zupełnie nikomu niepotrzebne, ale teraz mam stuprocentową pewność. Co za luksusowy brak złudzeń!
— O! Te są jak pływaliśmy łódką. Pamiętasz? Wtedy jak wpadłeś do wody i musiałem wyciągać cię podbierakiem jak rybę? Woda, góry, miasto, to z bagien, tu będą chyba te znad oceanu, wesołe miasteczko, stare wagony kolejowe, fabryka samochodów... Ha! Pamiętasz jak jechaliśmy nowiutkim Lamborghini i chciałeś prowadzić ale wytłumaczyłem ci, że nie sięgniesz do pedałów? No i te na lotnisku, z samolotami. Nikt się nie czepiał, że robimy zdjęcia.
— Właściwe to jakbyśmy porobili z tego odbitki, to można by je powiesić w Luwrze. Wspaniałe prawda? Fotografii tam chyba jeszcze nie było? Kto nam teraz zabroni? Możemy się wieszać we wszystkich miejscach jakie przyjdą nam do głowy. Co ty na to Elliot? Chciałbyś zobaczyc naszą wystawę w Luwrze? — Floyd zerknął na drzemiącego szczura.
— Elliot? — pogłaskał go delikatnie za uchem.
— Elliot? — szczurek leżał nieruchomo.
— Elliot. Nie wydurniaj się. Błagam. — podniósł małe ciałko i przyłożył do policzka. Tulił przez chwilę w ciszy, potem delikatnie odłożył z powrotem.
Sięgnął po leżące przy krawędzi stołu naświetlone negatywy i wrzucił do stojącego obok kosza na śmieci. Włożył do torby nowe rolki, przewiesił ją przez ramię i wyszedł ze sklepu.